Nerwica na tle problemów w relacji

Nerwica na tle problemów w relacji
17 lipca 2019 Mikołaj N. H. Tesla

W niczym nie przypominała dziewczyny, którą poznałem blisko 3 lata temu, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy. Wówczas była silną, dobrze wyglądającą, niesamowicie bystrą dziewczyną. Teraz jej wychudzone ciało, sine z wycieńczenia oczy, puste spojrzenie, brak przejrzystej oceny sytuacji były wyraźnymi sygnałami, że w jej życiu dzieje się coś bardzo złego. I że potrzebuje pomocy…

Kiedy napisała mi jakieś 2 tygodnie później, że wraca jej energia do życia, przestała ją męczyć bezsenność, nie denerwuje się już tak, a przede wszystkim, że uwolniła się od swojego problemu – poczułem wielką radość.

Jak sama napisała: „wszystko mi minęło i jestem w szczytowej formie, bo właśnie sobie zdałam sprawę, że moja intuicja i roządek były trochę przysłonięte nieświadomoscią, dlatego to [istnienie problemu] odrzucałam”.

Oczywiście powrót do pełni zdrowia wymaga więcej pracy, czasu i wsparcia, ale najważniejsze jest, że najtrudniejszy krok został wykonany. Dzisiaj zapraszam Cię, do poznania kulis tej sytuacji. Opowiem Tobie o mechanizmach, które podtrzymywały tą chorą sytuację, a także o jej rozwiązaniu i o tym, co było jej przyczyną, a także dlaczego problem był tak przewlekły.

To doskonała okazja, żeby zobaczyć, jak powstają choroby, a także, jak skutecznie można rozpocząć proces zdrowienia*.

DYNAMIKA SYTUACJI

Cała sytuacja była bardzo trudna, jednak to, co jest ciekawe – to jak wraz z doświadczeniem i zdobywaniem właściwej wiedzy – zaczyna się dostrzegać podobne wzorce oraz rozwiązania bardzo wyraźnie. Wzorce, których dana osoba w danym momencie nie dostrzega. Z których nie potrafi się uwolnić. I rozwiązania, których nie potrafi dostrzec.

Moja pacjentka była w związku trwającym kilka lat. Jednak od blisko roku jej relacja przypominała ciągłą huśtawkę emocjonalną pełną napięcia, kłótni, braku zrozumienia, nieuzasadnionych zarzutów i fikcyjnych oskarżeń. Sprawie nie pomagał na pewno fakt, że jej partner uciekał do marihuany. Pomimo tego, że ma ona pewne zastosowania medyczne – jej nadużywanie sprawia, że w pewnym momencie dana osoba przestaje rozróżniać rzeczywistość od fikcji, a wyobrażenia i domysły stają sie dla tej osoby bardziej realne, niż faktyczna rzeczywistość.

Dodatkowo fakt, że był to związek na odległość – ponieważ on pracował za granicą, a ona dużą część czasu spędzała w Polsce – stwarzał przestrzeń dla wyobraźni napędzanej nadmiarem THC, samotnością i najpewiniej poczuciem odrzucenia sięgającym dzieciństwa.

Kiedy już rozmawialiśmy o tym z perspektywy czasu, moja pacjentka sama zauważyła: „Dziękuję Ci, bo wiesz ja dużo kiedyś o tym czytałam, tylko nie chciałam w to wierzyć, bo było mi dobrze dopóki to kontrolowalam. Ale jestem teraz w takiej emocjonalnej huśtawce, a on miał wiekszą kontrolę, znał moje czułe punkty. Np. wiedział, że dla mnie najważniejsza jest szczerość i mówienie prawdy, więc wymyślał historyjki, potem wmawiał, że ja tak robię i że to moja wina i czemu kłamię. Ostatnio częściej mówił, że jestem kłamcą, niż do mnie kochanie i to mnie bolało i chciałam udowadniać, że nie jestem, ale to było błędne koło.”.

ROZWIĄZANIE

Ponieważ nie mam dostępu do drugiej strony, ani nie jest on gotowy na to, żeby cokolwiek zmienić – jedyne, co mogliśmy zrobić w tej sytuacji, to przerwać ten chory cykl powtarzających się zachowań.

– Wyjmij telefon – poprosiłem.
– Ok.
– Masz na nim facebooka?
– Tak.
– Dobrze, wejdź na niego proszę.
– Ok, jestem.
– Znajdź jego profil.
– Ale on tam nie ma zdjęć, nie wiem czy coś tam zobaczysz.
– To nie ma teraz znaczenia. Jesteś na jego profilu?
– Tak.
– Znajdź proszę opcję „zablokuj”…

Podświadomie czuła, że to było dokładnie to, czego potrzebowała w tym momencie. Chwilę później w jej oczach pojawił się blask, a jej spojrzenie odzyskało życie.

Jest to oczywiście rozwiązanie ostateczne i lepiej byłoby przeprowadzić konsultację dla pary – najpierw indywidualnie, a później w parze, aby znaleźć właściwe rozwiązania dla obu stron. Ale w tym przypadku, nie mieliśmy takiej możliwości, a to było jedyne sensowne wyjście z tej sytuacji. Jeżeli chcesz inne efekty, musisz zacząć robić coś innego. A ten cykl wiadomości, nakręcania się, drążenia ran, żeby później je na chwilę załagodzić i znowu wracać do tego samego – to jest wzorzec. W pewnym momencie staje się uzależnieniem. Uzależnieniem, z którym trudno jest zerwać i do którego bardzo łatwo jest wrócić, jeżeli nie rozwiąże się przyczyny samego problemu.

Dlatego pierwszym krokiem jest przerwanie szkodliwego wzorca. Aby upewnić się, że uda się jej wytrwać w tym postanowieniu, wprowadziliśmy trzy dodatkowe elementy motywujące do zmiany:

  1. Ponieważ szczerość i słowność jest dla niej bardzo ważna – dała słowo, że wytrzyma do końca roku bez kontaktowania się z nim i że go nie odblokuje.
  2. Zrobiła to przy swojej przyjaciółce i współlokatorce zarazem, która będzie mogła zweryfikować jej postanowienie.
  3. Ponieważ się przyjaźnimy, zaproponowałem sesję zdjęciową na koniec tego procesu – jako podsumowanie i symbol przebytej drogi.

To były jednak jedynie zabezpieczenia, które umożliwią jej przejście tych pierwszych, najtrudniejszych momentów „odstawienia”. Aby rozwiązanie było trwałe i nie nastąpił powrót do tej samej historii w kolejnym związku – musimy dotrzeć do przyczyn, dlaczego w ogóle taka sytuacja była możliwa.

Bowiem dwa tygodnie później sytuacja wygląda tak: „próbuję się odzwyczaić od codziennych rozmów, tak jakby pewna część mnie umarła, ale szukam sobie zajęcia w każdą wolną chwilę by nie myśleć o tym. A jesli chodzi o chęć do rozmów to nic takiego mnie nie męczy. Domyślam się, jak by to wyglądało. Myślę, że tydzień-dwa wystarczyłyby i jemu żeby zrozumiał parę rzeczy, ale jeszcze za wcześnie bym chciała sluchać jakichkolwiek wyjaśnień itd.”.

PRZYCZYNA

Dlaczego bystra, mądra, atrakcyjna, młoda kobieta decyduje się na bycie tak długo w relacji, która jej szkodziła? Zrozumienie przyczyny problemu jest najlepszym rozwiązaniem na „efekt jojo”.

Moja pacjentka skierowała się do lekarza z podejrzeniem anemii. Rzeczywiście obajwy się zgadzały i wszystko na to wskazywało. Kierując się zatem diagnostyką Totalnej Biologii znajduję przede wszystkim dwa kluczowe elementy w potencjalnym źródle problemu:

  1. Konflikt wielkiego, ogólnego obniżenia wartości, mający związek z krewnymi.
  2. Może być również niechęć do energii męskiej, konflikt związany z dominacją męską.

Czyli wszystko wskazuje na to, że ma to związek z relacjami z ojcem i jakimś konfliktem, który jest między nimi rozgrywany.

– Opowiedz mi proszę o swoich relacjach z ojcem – zacząłem, kierując się tym tropem.
– W zasadzie go nie było, był nieobecny, większą część życia zawodowego spędził za granicą, a kiedy był, to nie zwracał na mnie uwagi – odpowiedziała.

Bingo! Czyli wiemy już, o co chodzi.

– No widzisz i właśnie tutaj jest problem – mówię. Przez większość okresu dorastania nie otrzymywałaś uwagi od ojca, czyli od najważniejszego mężczyzny w życiu każdego dziecka, więc kiedy trafiłaś na swojego obecnego chłopaka, dostałaś coś kompletnie odwrotnego.
– No tak, on każdego dnia pisał i pytał, jak się czuję, co u mnie słychać, co robię, gdzie jestem, często pisał i dzwonił po kilkanaście razy dziennie.
– Czyli wpadłaś z jednej skrajności w drugą skrajność.
– No tak – zamyśliła się.
– Przez lata nie otrzymywałaś tego, co najważniejsze dla każdego dziecka, czyli uwagi. W tym związku otrzymywałaś z kolei jej nadmiar. Ani jedna, ani druga skrajność nie jest dobra. Jednak najważniejszy problem polega na tym, że miałaś w sobie tą dawną, głęboką ranę, której Twój, były już, chłopak używał, żeby Tobą manipulować. I z tym potrzebujesz sobie poradzić w pierwszej kolejności. Z nadmierną potrzebą uwagi, która wynika z jej braku w dzieciństwie.

To było to. Dwa tygodnie później napisała mi „nie wiedziałam, że można odkochać się tak w jeden dzień”. Myślę, że warto zdać sobie sprawę, że zakochanie, a uzależnienie to dwa różne zjawiska. Kiedy zrozumiemy przyczynę swojego uzależnienia i przerwiemy wzorzec – uwolnienie się może być naprawdę błyskawiczne.

Czy była zakochana? Z pewnością. Ale z czasem zakochanie zamieniło się w toksyczne uzależnienie, a cienka granica była przesuwana stopniowo, ale sukcesywnie dzień po dniu – a ona sama przestała to zauważać. W pewnym momencie miejsce zaufania, zastąpiła zazdrość, miejsce radości, smutek, a miejsce spokoju, ciągłe napięcie i stres.

Aż w pewnym momencie przyszedł taki moment, że ani ciało, ani umysł nie godziły się na to, żeby dalej w to brnąć.

Wiedziała, że potrzebuje zmiany – jednak była zagubiona, zamknięta w tej całej sytuacji, nie widziąc wyjścia, nie wiedziała, jak to zrobić, jak się z tego wydostać, jak może się uwolnić. Na szczęście wiedziała, do kogo się zwrócić o pomoc.

PODSUMOWANIE

Co ciekawe, ona nadal chce pomóc temu chłopakowi, ale jest świadoma, że „dopóki sam sobie nie uświadomi, że ma problem i sam nie będzie chciał tego zmienić, to ani ja ani nikt inny mu nie pomoże, więc nawet nie będe prosiła by poszedł do lekarza, bo może to być tylko gierka, że dla mnie to zrobi. Chciałabym by te relacje ukierunkowały się tylko w bardziej pozytywną strone, ale tylko na zasadzie czystej znajomości, nie związku. To była dobra decyzja. To naprawdę koniec, nie mogłabym sobie spojrzeć w oczy za taką głupotę, żeby to ciągnąć. Chciałabym mu pomóc, żeby wyzdrowiał, ale to dopiero wtedy, jak sam pokaże, że tego chce i potrzebuje.”.

Historia tego chłopaka to osobny temat. Na chwilę obecną nie mam możliwości mu pomóc. Jak słusznie zauważyła moja pacjentka – złym pomysłem było to, że próbowała to wcześniej robić sama. Dla niej jedyną dobrą opcją jest odciąć się od przeszłości i pójść naprzód. Natomiast na pewno to przerwanie wzorca, które nastąpiło – także jemu umożliwi zweryfikowanie rzeczywistości i własnych zachowań.

Martwi mnie jedynie, że może zostać z tymi wnioskami sam. Że popełni mnóstwo błędów. I będzie je popełniał także w przyszłości, w kolejnych relacjach. Dopóki nie dotrze do źródła własnych problemów – będzie ranił siebie i swoich bliskich dokładnie tak, jak robił to dotychczas. Niosąc w świat swoje cierpienie, zranienia i krzywdy, które odgrywa wciąż na nowo.

To bardzo trudne. To właśnie w taki sposób rodzą się choroby, a ludzie są tak nieszczęśliwi. Zarażamy się nieświadomie tymi wirusami umysłu. Zwłaszcza, kiedy wchodzimy w bliskie relacje z ludźmi. Z czasem zatapiając się coraz głębiej w ich mrok, cierpienie i ciemność.

Dlatego robię to, co robię. Dlatego ratuję ludzkie dusze. I dzisiaj wiem już, jak to robić skutecznie. 15 lat pracowałem na to, żeby móc dawać takie efekty, w tak krótkim czasie. Aby być tym światełkiem w tunelu i dawać ludziom nadzieję, dawać rozwiązania, wyciągać z mroku, w który się staczamy nieświadomie każdego dnia.

Jednak na tą chwilę – najważniejsze dla mnie jest, że wróciła ta sama bystra, mądra i świadoma dziewczyna, którą znałem. Moje serce napełniła radość. Kolejna dusza uratowana.

POST SCRIPTUM

Jednak tych, które czekają na ratunek jest tak bardzo, bardzo dużo. Pogodziłem się już z tym, że wszystkich pewnie nie uratujemy. Ale te, którym możemy pomóc – wiem, że możemy i powinniśmy przynajmniej spróbować.

Wiem, że możemy sobie pomóc także nawzajem. Wiem, że jest nas więcej. I że potrzebujemy działać wspólnie, bo nikt z nas samemu nie da rady. To nie jest tylko zabawa, to nie jest tylko biznes – to jest przede wszystkim misja, którą każdy z nas dzisiaj ma.

Ratując innych, tak naprawdę ratujemy samych siebie. I z każdą kolejną uratowaną duszą – zdaję sobie z tego sprawę coraz bardziej. Przyjaciele, tylko wspólnie możemy uratować ten świat…

*Naturalnie ten tekst nie jest poradą lekarską, ale stanowi źródło wiedzy oraz refleksji dla problemów, z którymi wszyscy się stykamy osobiście lub w naszym otoczeniu. Warto pamiętać, że każda sytuacja jest indywidualna, zaś podane tu rozwiązania są dopasowane do kontekstu, sytuacji i samej osoby. Każdy proces powrotu do zdrowia wymaga indywidualnego podejścia, jednak wnioski wyciągnięte z poznanych historii mogą być bardzo pomocne w Twoim własnym procesie. Spotkanie miało miejsce w trakcie mojej podróży. Ta podróż dopiero się zaczyna.